Królewna bez głowy - o empatii wobec siebe
Powróciłam dziś do obrazu z przed kilku lat. Zawsze uważałam, że nie jest skończony. I teraz, trochę przez to, że nie przygotowałam nowych podobrazi, ale także z ciekawości sięgnęłam po niego. Właściwie nigdy nie poprawiam starych obrazów, więc sama ta chęć była dla mnie trochę zaskakująca. Ewidentnie coś nowego.
Ale czemu o tym piszę?
Gdy usiadłam przed sztalugą i przystąpiłam do pracy już po paru pociągnięciach pędzla odczułam intensywnie brak sympatii, żeby nie powiedzieć antypatię, do siebie samej z okresu powstania tego obrazu. Miałam ochotę zmienić kompletnie wszystko, a towarzyszyła mi myśl: „Co to beztalencie tu namalowało?!”
Wybrałam ten obraz do dalszej pracy, bo coś mi się w nim podobało, tymczasem wyglądało na to, że go zniszczę. Kiedy sobie uświadomiłam, że nic dobrego z tego nie wyniknie uznałam, że albo zmienię podejście, albo powinnam dać sobie spokój.
Pomyślałam, że malowałam ten obraz WTEDY tak jak umiałam najlepiej. Zadałam sobie pytanie czy nie ciekawie będzie pójść za koncepcją tkwiącą w tym obrazie. Pozwolić sobie na wyrozumiałość i wejść w dialog z samą sobą z przed kilku lat. Nie tyle przemalować obraz co go oszlifować. Może nawet znaleźć tam coś o czym zapomniałam, a do czego chciałabym wrócić. Jakiś mój prywatny, zagrzebany, malarski skarb ukryty w obrazie z przeszłości.
Proces malowania trwa, może skończę obraz za miesiąc, bo ostatnio nie śpieszę się z kończeniem obrazów. Na razie królewna z pierwszego planu straciła głowę i otrzymała nową, szerszą talię – z poprzednią chyba średnio mogła oddychać.
I gdzieś w trakcie pracy pojawiła się u mnie radość z możliwości spotkania samej siebie w tak nietypowej sytuacji.
Myślę, że pewnie nie tylko ja patrzę czasem surowo i oskarżycielsko na siebie samą z przeszłości, na swoje decyzje, wybory, nawet uczucia. Robię to zapominając o kontekście i o tym, że wtedy chciałam jak najlepiej i lepiej nie potrafiłam.
Zdałam sobie sprawę, że tak kategorycznie oceniając, tracę szansę na empatię dla samej siebie z wtedy, a może i dla samej siebie z dzisiaj.
Karo