Categories


Authors

Ze mną jest coś nie tak

Ze mną jest coś nie tak

Czego dowiedzą się inni z mojej pracy? Co mówi o mnie mój rysunek?

Myślę, że te pytania towarzyszą nam, gdy malujemy w na warsztatach, możliwe, że równie często jak obawa, że rysunek będzie „nieudaczny”, nie spełniający naszych (i cudzych) oczekiwań.

Skąd się biorą? Czy są nam pomocne?

Czy tego chcemy, czy nie rysunek, praca plastyczna, mówi o nas. Mówi, można powiedzieć, za nas i jest naszym reprezentantem. Jest to język pozawerbalny i, podobnie jak mowa ciała, intuicyjny, związany z naszą podświadomością. W tym sensie jest od nas mniej zależny niż nasze werbalne wypowiedzi, bo rysowania nie da się tak łatwo przepuszczać przez filtr racjonalno-myślowy.

Może to budzić niepokój. Myślę, że ten niepokój ma dwa źródła:

Jedno w adekwatnej refleksji, pytaniu: „Jak dużo chcę powiedzieć innym? Ile chcę odsłonić i pokazać? To kwestia poruszania się na osi bliskości i dystansu. Nie z każdym i nie w każdej sytuacji chcę się otworzyć. Dlatego lubię pracować z grupą, regularnie. Fajnie, gdy ci sami ludzie spotykają się cyklicznie by rysować, by razem zajmować się działaniami twórczymi. Dynamika takiej grupy bardziej sprzyja otwartości niż jednorazowy warsztat. Między uczestnikami (i prowadzącą warsztaty) buduje się relacja, a jest to proces, który potrzebuje czasu.

Drugie źródło czai się w pytaniu, które wiele osób, zadaje sobie czasami: „Czy coś jest ze mną nie tak?” lub inaczej „Czy wszystko ze mną w porządku?”

Mówi się ostatnio dużo o akceptacji siebie, o „byciu sobą”. Jednak wyobrażenia o tym jacy być powinniśmy, jakie cechy, uczucia są pożądane, a jakie wstydliwe czasem się uaktywniają.

Im bardziej jesteśmy oceniający wobec siebie tym trudniej korzystać z tego co daje nam rysunek. Trudniej zaciekawić się informacją, wiadomością, którą wysyłamy niejako do samych siebie. Nie ma miejsca na ciekawość tam, gdzie włącza się instancja oceniająca.

Tu nasuwa się pytanie:

Czy rysunek jest bardziej punktem wyjścia do postawienia diagnozy (nawet przez samego autora) czy raczej możliwością twórczego radzenia sobie z konfliktami wewnętrznymi?

image00001.jpg

Giesela Schmer, lekarka, psychoanalityczka, autoterapeutka pisze o różnicy między zdrowiem i chorobą, jako o ciągłym przepływie, który jest wyrazem zdrowia lub jego braku w wyniku powstałej blokady. Podoba mi się ta definicja, nie odwołująca się do norm czy standardów.

Wielokrotnie obserwowałam (u siebie i u innych) gdy na kartce papieru lub dzięki niej dochodziło do przemiany. Nie mówię tu o jakimś katharsis – o wstrząsającej i wiekopomnej przemianie, ale o drgnięciu, o efekcie aha! O uświadomieniu sobie przepływu.

Myślę, że żeby tego doświadczyć warto na chwilę zapomnieć o tzw. słabościach i mocnych stronach. Nie jesteśmy w końcu na rozmowie kwalifikacyjnej. Nie musimy się „dobrze sprzedać”. Możemy spojrzeć głębiej. To co jest naszym zranieniem, naszym „brakiem” i naszą blokadą możemy dotknąć, poruszyć i w pewnym sensie uzdrowić właśnie w rysunku. Możemy lepiej uświadomić sobie potrzeby i życzenia.

Ale jak to zrobić? Myślę, że po prostu trzeba rysować. Jak to powiedziała Sylwia Chutnik na warsztatach z piasnia w których ostatnio brałam udział "Żeby napisać trzeba pisać". Widzę tu pewną analogię.

Karo

#ocenianie #coszemnanietak #flow

Mikrosztuka w Mikromieście

Mikrosztuka w Mikromieście

Jakiej rozmowy potrzebujemy?

Jakiej rozmowy potrzebujemy?